Miasto Tong było miastem deszczu. Padało tam tak samo często, jak w mieście Wu. Lało jak z cebra. Spojrzałam z uśmiechem na mężczyznę stojącego przede mną. W ogóle nie czułam się niezręcznie.
Patrzył na mnie łagodnie, marszcząc swoje łukowate brwi. Założyłam szpilki i wstałam: „Proszę się przesunąć”.
Zachary trzymał duży parasol. Jego rysy były rozmyte w ulewnym deszczu. Nagle dotknął mojego polic






