Cała sala wstrzymała oddech. Strach był smogiem, który zagęszczał powietrze i wdzierał się do moich płuc niczym opary wybielacza. Szczypał i palił, niemal zmuszając mnie do paskudnego kaszlu.
Można było wyczuć zrywanie i pękanie sojuszy, formowanie się opinii i kwestionowanie przekonań.
To nie zdarzało się codziennie, by Wysoki Stół brał pod opiekę potencjalnego pożeracza dusz. Jakaś instynktowna






