Uśmiech gościł na ustach Tessy, lecz nigdy nie docierał do jej oczu.
Coś w tym spojrzeniu skręciło żołądek Arnolda niepokojem, jakby niebezpieczeństwo cicho krążyło wokół niego.
– Panno Tesso, czy czegoś pani potrzebuje? – zapytał, starając się utrzymać spokojny ton.
Tym razem Tessa nie zadała sobie trudu, by ukryć swoje intencje. – Arnoldzie, pracujesz w naszym domu od tylu lat. Powinieneś już wi






