Tessa zamarła na moment, po czym uśmiechnęła się i chwyciła pulchną dłoń dziecka. „Nie martwię się”. Mogła martwić się o innych, ale z pewnością nigdy o Reinhartów. Po kilku minutach wrócił do nich Timothy. Na jego widok natychmiast wstała. „Wpłaciłeś pieniądze?”, zapytała.
Skinął głową, zerkając na starszą panią na szpitalnym łóżku. Nie miał ochoty zostawać tu ani chwili dłużej. „Chodźmy, Tesso”.






