Hasan powoli podniósł głowę. Jego niegdyś bystre, przenikliwe oczy były teraz przekrwione i zamglone. Wpatrywał się w syna przez długą chwilę, po czym w końcu wychrypiał: – Idź... Idź do Stelli.
– Do Stelli? – Lionel zamarł, całkowicie zbity z tropu. – Po co? Czy to nie ona i Jordan spowodowali ten cały bałagan?
– W tej chwili... – powiedział bezradnie Hasan. – Ona jest jedyną osobą, która może po






