Gorączka była jak ogień, niemal spalając Stellę żywcem. Kiedy w końcu obudziła się ze śpiączki, słońce na zewnątrz było łagodniejsze, już nie tak ostre, z ledwie wyczuwalną nutą jesiennego chłodu.
Leżała w szpitalnym łóżku, tępo wpatrując się w sufit. Jej oczy były puste, jakby jej dusza została z niej wyssana.
Nola i Mary trwały przy jej boku, z twarzami pełnymi troski, ale żadna z nich nie odważ






