Jordan myślał, że będzie musiał wkroczyć na to nieznane pole bitwy zupełnie sam.
Ale Stella jednak się pojawiła.
– Stella... – Jego głos był tak chrapliwy, że ledwo przypominał jego własny, jakby gardło miał czymś zablokowane.
– Nie nazywaj mnie tak! – Stella przerwała mu, ocierając łzy z twarzy, a jej wzrok stał się stalowy. – Jordan, nie jestem tu, żeby ci wybaczyć. Po prostu nie chcę tego późni






