Jordan przesiedział całą noc na lodowatej podłodze w willi.
Świece, które kiedyś niosły wszystkie jego nadzieje, wypaliły się do cna.
Pierwsze promienie porannego słońca wpadły przez ogromne okna sięgające od podłogi do sufitu.
Światło oświetliło jego nieskazitelną twarz.
Pozostawał w bezruchu, jak posąg opuszczony przez świat.
Cisza trwała, dopóki ktoś nie otworzył drzwi willi kluczem od zewnątrz






