Ale teraz pozostał już tylko duszący chaos.
Ściany pokryte były gorączkowymi, czarnymi bazgrołami. Jordan pisał imię Stelli w kółko, raz za razem, a litery spływały w dół niczym jakiś splątany, wynaturzony szyfr.
A on sam tkwił tam, zwinięty w kłębek w najzimniejszym kącie.
Był tylko skórą i kośćmi.
Wciąż miał na sobie tę białą koszulę z tamtej nocy, teraz kompletnie zniszczoną, upstrzoną plamami






