Tamtego popołudnia Stella opierała się o oparcie kanapy, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w ponure, zachmurzone niebo.
Nagle przeszywający, mrożący krew w żyłach alarm przeciwpożarowy rozdarł duszącą ciszę.
Chwilę później gęsty, gryzący czarny dym zaczął szaleńczo wdzierać się przez szczeliny szczelnie zamkniętych drzwi.
Twarz Noli wykrzywiła się w panice.
— Pani Hayes! — krzyknęła i rzuciła się,






