Moje dłonie szarpały za rękaw szaty Killiana. Pochylał się, by posłuchać mężczyzny obok, więc zbył mnie ruchem ramienia. Innego dnia nie odważyłabym się go tak dotknąć, ale byłam przerażona. Serce groziło mi pęknięciem i myślałam, że to przez truciznę w moim organizmie. Szarpałam jego rękaw bez ustanku, aż w końcu odwrócił się do mnie z oczami zaćmionymi irytacją.
„O co chodzi?” – syknął. Skuliłam






