– Killian, to już, dziecko się rodzi! – krzyknęłam, płosząc mojego partnera.
– Co? – Jego oczy rozszerzyły się, a palce zamarły przy zapinaniu koszuli. – Gdzie ona jest? – To było zabawne pytanie, ale nie miałam czasu na śmiech, więc przełknęłam gęstą ślinę i spróbowałam pokuśtykać do sąsiedniej sali porodowej. – Hej, dokąd idziesz!? – Skończyło się na tym, że zaniósł mnie tam na rękach.
Ostrzegan






