Rozdział 217
Lisa otworzyła szeroko oczy na widok jego dobrze zbudowanego ciała, po czym jej wzrok powędrował niżej, w okolice jego krocza.
– Rany boskie... – mruknęła Lisa i szybko się odwróciła.
– Nie masz za grosz wstydu, Alfred? Spróbuj włożyć na siebie jakieś ubranie – powiedziała Lisa, słysząc chichot Alfreda.
Prychnęła, zastanawiając się, co takiego zabawnego było w jej słowach.
– Wchodzisz






