Ansley siedzi w salonie, kiedy schodzę zrobić śniadanie. Wstaje, bo przestraszyłam ją na śmierć.
„Cześć” – witam ją. Sztywnieje cała, kiedy podchodzę, żeby ją objąć. Nieco się rozluźnia i lekko poklepuje mnie po plecach. Zawsze tak ładnie pachnie. „Wszystko w porządku?”
„Ty jesteś w porządku?” – ujmuje moją dłoń mocno. „Nathan nigdy nie powinien był zostawiać cię samej”.
„Nic mi nie jest. Dziękuję






