Dźwięk dziecięcego śmiechu rozbrzmiewał z ogrodu, gdy głos Nelly rozległ się: "Złap mnie, jeśli potrafisz, Caleb!" Jej śmiech mieszał się ze śmiechem Caleba, gdy oboje pędzili między krzakami róż, ich chichot był rzadkim światełkiem w skądinąd napiętym domu. Caleb potknął się o rozwiązane sznurowadło i upadł, wprawiając oboje dzieci w ataki niekontrolowanego śmiechu.
"Jesteś za wolny!" – droczyła






