Wieczorne powietrze było gęste i wilgotne, przytłaczające jak ostrzeżenie. Obcasy Olivii ostro stukały o beton, gdy wparowała do słabo oświetlonego mieszkania Jasona. Uderzył ją smród alkoholu i stęchłego dymu, ale nie dbała o to. Pięści miała zaciśnięte, a szczęka napięta od gniewu, który narastał od dni.
Jason wylegiwał się na kanapie z butelką whisky w ręku, z rozpiętą do połowy koszulą. Jego o






