Pogrzeb odbywał się w szary, mżący poranek. Niebo zdawało się opłakiwać razem z nimi, krople deszczu cicho bębniły o czarne parasole otaczające grób. Sophie stała na skraju tłumu, jej dłonie drżały, gdy kurczowo trzymała przemoczoną chusteczkę. Wiatr szarpał jej welonem, odsłaniając twarz zalaną łzami. Obok niej stała Niania May, tłumiąc szloch w zmiętej chusteczce. Żal staruszki był surowy i niep






