Poranne słońce przesączało się przez zasłony, gdy Adora poprawiała Gabrielowi krawat, wygładzając materiał delikatnymi palcami. Spojrzał na nią z góry z łagodnym wyrazem twarzy.
– Tak dobrze się mną opiekujesz – powiedział, odgarniając kosmyk włosów z jej twarzy.
Zaśmiała się lekko, próbując ukryć niepokój, który zagnieździł się w jej piersi. – Ktoś musi. Ledwo pamiętasz, gdzie położyłeś klucze.
Z






