Gabriel wpadł do korytarza jak burza, a dźwięk jego wypolerowanych butów uderzających o marmurową posadzkę rozbrzmiewał z każdym wściekłym krokiem. Miles pospieszył za nim, łapiąc nerwowo oddech, próbując dotrzymać mu kroku.
– Gabrielu, proszę – zawołał Miles, w jego głosie słychać było desperację.
Gabriel nie zwolnił. – To strata mojego czasu. Znajdź kogoś innego. Kogokolwiek.
– Gabrielu, posłuch






