Sophie wbiegła na podjazd, serce jej lekkie, a kroki żwawe. Późne popołudniowe słońce rzucało złoty blask na dom, a ona nie mogła się doczekać, by podzielić się dobrą nowiną. Praca była niespodziewana, ale zasłużona. Pracowała ciężko, niestrudzenie, i teraz wreszcie widziała tego owoce.
Gdy pchnęła drzwi, zamarła. Z korytarza dobiegał stłumiony szloch. Zmarszczyła brwi, upuściła torbę przy wejściu






