Ramiona Adory oplatały tors Gabriela, jej paznokcie wbijały się w jego plecy, jakby puszczenie go miało być jej końcem. Nie spał. Jej szlochy, ciche, lecz nieustanne, nawiedzały długie godziny nocy, a jej drżenie nie ustępowało. Chciał ją naciskać, by dała mu odpowiedzi, ale za każdym razem, gdy otwierał usta, sam przerażony wyraz w jej oczach go uciszał.
Gdy rozległo się gwałtowne pukanie, Gabrie






