Sophie nie zawahała się, wysiadając z samochodu i kierując się do drzwi Gabriela, jej obcasy cicho stukając o beton z cichą determinacją. Nocne powietrze było rześkie, niosąc ciszę, która wydawała się dziwnie ciężka, jak moment przed burzą. To była jej druga wizyta w ciągu dwóch dni, a ciężar jej celu spoczął na jej ramionach jak znajomy płaszcz. Nie wyjdzie stąd, dopóki do niego nie dotrze – bez






