Wypolerowane marmurowe podłogi gmachu Kongresu lśniły w jasnym świetle górnych lamp, gdy Olivia przemierzała długi korytarz. Każdy krok odbijał się echem pewności siebie, ale w głębi duszy kalkulowała, obmyślała strategię. Zrobiła rozeznanie. Wiedziała dokładnie, do kogo przyszła – do kongresmena Edena Hartforda.
Gdy dotarła do jego biura, wzięła głęboki oddech, poprawiła żakiet i zapukała raz, za






