Zachodzące słońce malowało niebo gwałtownymi pociągnięciami pomarańczy i różu, przechodząc w fiolet na krawędziach, jak akwarela, która wymknęła się spod kontroli. Sophie ledwo rejestrowała to piękno, wydeptując ścieżkę na dywanie w swoim salonie, każdy krok odpowiadał szaleńczemu rytmowi jej serca. Ręce lekko jej drżały, gdy po raz setny sprawdzała telefon – żadnych wiadomości, żadnych połączeń,






