Obcasy Olivii uderzały o marmurową podłogę jak wystrzały, gdy uciekała z gabinetu Philipa, a każdy krok napędzany był koktajlem wściekłości i przerażenia, który groził jej uduszeniem. Nieskazitelne korytarze korporacyjnego budynku nagle wydały się złowieszcze, a poranne światło rzucało cienie, które zdawały się sięgać po nią chwytającymi palcami. Jej perfekcyjnie opanowana maska – ta, którą latami






