Słowa uderzyły w nią jak fizyczny cios. Nogi się pod nią ugięły, oparła czoło o chłodną szybę okna, próbując odzyskać równowagę.
– Co? – słowo wyszło z niej ledwie szeptem.
– Słyszałaś mnie. – Jego głos pozostał niewiarygodnie spokojny, niemal znudzony. Kontrast z jej paniką sprawiał, że miała ochotę krzyczeć.
– Philip, proszę – wyrzuciła z siebie, nienawidząc tego, jak desperacko to zabrzmiało. –






