Susan wciąż próbowała biec do parapetu z twarzą zalaną łzami.
– Puść mnie, tato, pozwól mi umrzeć. Umrę razem z dzieckiem...
– Nie, Susan, nie rób głupstw!
Shawn postąpił krok naprzód i przejął Susan od dyrektora.
– Nie płacz.
Susan oparła się o jego ramiona i powiedziała: – Panie Wood, jestem do niczego. Proszę, zbij mnie i zwyzywaj. To moja wina...
Shawn milcząc, poklepał ją po plecach.
On równi






