languageJęzyk

Rozdział 2: Zapach ukrycia

Autor: Annalise4 maj 2026

POV Avy

Wpatrywałam się w swoje odbicie w łazienkowym lustrze, a moje palce drżały, gdy gładziły opuchniętą krzywiznę dolnej wargi.

Mijały godziny, odkąd uciekłam z imprezy Luke'a, a krew wciąż huczała mi w uszach. Za każdym razem, gdy zamykałam oczy, wracałam do tego mrocznego korytarza. Czułam parzący żar jego piersi przy mojej, czułam odurzającą mieszankę ciemnego drewna cedrowego i mięty, i ten bezlitosny, dominujący nacisk jego ust.

Ian Dawson. Przyszły Główny Alfa. Najbardziej niebezpieczny, arogancki i bezlitosny chłopak w Watasze Mistycznego Cienia.

*Pocałował mnie.* Dreszcz przeszedł przez moje ciało, ale nie wynikał on tylko ze strachu. Mój wewnętrzny wilk, zazwyczaj cichy i uległy, krążył niespokojnie w mojej głowie, skomląc cicho, jakby tęsknił za przerażającym drapieżnikiem, który przygwoździł nas do drzwi.

— Przestań — szepnęłam ze złością do własnego odbicia, chwytając krawędzie umywalki. — Nie wiedział, że to ty. Było ciemno. Pewnie myślał, że jesteś jedną z jego zdesperowanych fanklubowiczek.

Zdołałam uciec, ale zostawiłam swój za duży czarny płaszcz. Na samą myśl o tym żołądek mi podjechał do gardła. Na tym płaszczu był mój zapach. Węch wilka to jego ostateczna broń, a Ian był Alfą. Jeśli wyczuje choćby nikły ślad mojego naturalnego aromatu — jaśminu i dzikiego miodu — zginęłam. Wytropi mnie, a ciche, niewidzialne życie, które ja i moja matka zbudowałyśmy w tej wataisze, zostanie doszczętnie zniszczone.

Musiałam się ukryć. Lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.

Gorączkowo przetrząsnęłam szafę. Ominęłam wszystko, co choć trochę przylegało do ciała, i chwyciłam najszerszy, najbardziej bezkształtny szary sweter oraz parę spłowiałych, luźnych dżinsów. Ciemne włosy związałam w ciasny, surowy kok na karku, upewniając się, że ani jedno pasmo nie okala mojej twarzy. Potem przyszła kolej na grube, zbyt duże okulary. Podciągnęłam je wysoko na nos, pozwalając ciężkim oprawkom całkowicie przysłonić oczy.

Ale to nie wystarczyło. Zapach. Musiałam zamaskować swój zapach.

Wpadłam do sypialni matki i grzebałam w jej toaletce, aż znalazłam to — tanią, niesamowicie duszącą buteleczkę syntetycznych perfum różanych, które dostała w prezencie dla żartu lata temu. Zacisnęłam oczy i rozpyliłam je prosto na szyję i nadgarstki. Zapach był natychmiast mdły — ostry, sztuczny, kwiatowy odór, od którego załzawiły mi oczy, a w gardle poczułam pieczenie.

*Idealnie* — pomyślałam ponuro, kaszląc. — *Żaden Alfa nie zbliży się do tego na dziesięć stóp*.

Zanim dotarłam na Uniwersytet Mistycznego Cienia, powietrze niemal wibrowało od nerwowej energii. Gdy tylko wysiadłam z autobusu, podbiegła do mnie Abigail, chwytając mnie za ramię.

— Ava! Gdzieś ty wczoraj zniknęła? — zapytała z szeroko otwartymi oczami. — W jednej chwili szłaś do łazienki, a w następnej już cię nie było!

— Ja... źle się poczułam — wydukałam, unikając jej wzroku. — Rozbolała mnie głowa i po prostu poszłam do domu. Przecież wysłałam ci SMS-a, prawda?

Abigail machnęła ręką lekceważąco. — Nieważne. Słyszałaś nowiny? Cały kampus od rana odchodzi od zmysłów.

Moje serce wykonało bolesny fikołek. — Jakie nowiny?

— Ian Dawson — szepnęła, przysuwając się blisko, a jej nos zmarszczył się lekko, gdy uderzyły w nią tanie różane perfumy. — Przewraca szkołę do góry nogami. Jego kumple mówią, że szuka jakiejś tajemniczej dziewczyny z wczorajszej imprezy. Podobno jest wściekły. Niektórzy mówią, że mu coś ukradła, inni, że po prostu postradał zmysły. Węszy wszędzie jak dzika bestia.

Ziemia zdawała się usuwać spod moich stóp. Nie mogłam złapać tchu. *On mnie szuka.* — Ja... muszę wziąć książki — wymamrotałam, wyrywając się Abigail i ruszając szybkim krokiem w stronę głównego budynku, zanim zdążyła zadać więcej pytań.

Szłam z opuszczoną głową, wpatrując się w zdarte czubki moich tenisówek. *Tylko dojdź do szafki, weź podręcznik do statystyki i zniknij w bibliotece* — powtarzałam w myślach jak modlitwę.

Dotarłam do swojej szafki w zatłoczonym korytarzu skrzydła B. Szybko przekręciłam zamek szyfrowy; ręce trzęsły mi się tak bardzo, że dwa razy się pomyliłam. W końcu metalowe drzwiczki odskoczyły.

Nagle ogłuszający gwar na korytarzu zamarł.

To nie było zwykłe uciszenie się; to była nagła, dusząca cisza, jakby z pomieszczenia gwałtownie wypompowano cały tlen. Włosy na karku stanęły mi dęba. Temperatura gwałtownie spadła.

Ta sama przytłaczająca, miażdżąca aura Alfy z poprzedniej nocy uderzyła we mnie niczym fizyczny cios.

Zamarłam z ręką zawieszoną w powietrzu wewnątrz szafki. Nie śmiałam się odwrócić. Słyszałam ciężki, drapieżny stukot jego butów niosący się po linoleum.

*Tup. Tup. Tup.* Szedł samym środkiem korytarza. Studenci rozstępowali się przed nim jak Morze Czerwone, przywierając do ścian i odwracając wzrok w geście całkowitej uległości.

Zacisnęłam oczy za grubymi szkłami okularów, błagając Boginię Księżyca, by uczyniła mnie niewidzialną. *Przejdź obok mnie. Proszę, po prostu przejdź obok*.

Ale kroki zwolniły. A potem ustały. Tuż za mną.

Oddech uwiązł mi w gardle. Czułam intensywny żar bijący od jego potężnej sylwetki. Był tak blisko, że gdybym odchyliła się choć o centymetr, moje ramiona uderzyłyby w jego pierś.

Usłyszałam, jak bierze powolny, głęboki wdech, wciągając powietrze nosem. Szukał zapachu z płaszcza.

Minęła sekunda męczącej ciszy. A potem usłyszałam szorstkie, pełne obrzydzenia prychnięcie.

— Kurwa — wymamrotał Ian, a w jego głosie pobrzmiewała czysta odraza.

Otworzyłam oczy, trzymając głowę nieruchomo, i spojrzałam na jego odbicie w małym lusterku przyklejonym do wewnętrznej strony drzwiczek szafki. Piorunował wzrokiem tył mojej głowy, a jego ciemne, tajemnicze oczy zwęziły się w irytacji. Ścisnął nasadę nosa, cofając się, jakby sama moja obecność go obrażała.

— Co to za odrażający smród? — warknął, a jego głos, głośny i okrutny, poniósł się echem po grobowo cichym korytarzu. — Chcesz otruć cały korytarz tym tanim śmieciem?

Przygryzłam dolną wargę tak mocno, że poczułam smak miedzi. Trzymałam głowę nisko, z kulonymi ramionami, odgrywając rolę idealnej, żałosnej kujonki. Nie wypowiedziałam ani słowa. Nie broniłam się. Chciałam tylko, żeby sobie poszedł.

Widząc moją cichą, drżącą uległość, wykrzywił usta w drwiącym uśmiechu. Pogarda na jego twarzy była całkowita.

— Patrz, gdzie stoisz, kujonko. Wyglądasz koszmarnie i od tego smrodu pęka mi głowa.

Celowo trącił mnie swoim szerokim ramieniem, gdy mnie mijał, sprawiając, że zachwiałam się i uderzyłam lekko o metalowe szafki. Usłyszałam stłumione chichoty dziewczyn stojących obok, okrutne szepty członków watahy, którzy zawsze czerpali radość z patrzenia, jak słabi są deptani.

Ale nie dbało o ich drwiny. Ulga zalała mnie niczym fala przypływu. *Nie poznał mnie. Perfumy zadziałały. Jestem bezpieczna*.

Wypuściłam długi, drżący oddech, pozwalając spiętym mięśniom się rozluźnić. Gdy wydychałam powietrze, ciężkie metalowe drzwi na końcu korytarza zostały pchnięte przez grupę osiłków.

Nagły, ostry podmuch porannego wiatru przemknął przez korytarz. Smagnął mnie, wyrywając jedno niesforne pasmo ciemnych włosów z ciasnego koka i poniósł powietrze prosto w głąb holu.

Dziesięć stóp dalej ciężkie kroki Iana gwałtownie zamarły.

Drwiący uśmiech zniknął z jego twarzy. Jego szerokie ramiona stężały, a całe ciało stało się przerażająco sztywne.

W odbiciu w lusterku szafki zobaczyłam, jak gwałtownie odwraca głowę w moją stronę. Jego ciemne oczy całkowicie zniknęły, a w ich miejscu pojawiła się oślepiająca, jarząca się, krwista czerwień.

A potem, wibrując w drzwiczkach szafek, dzwoniąc w szybach okien i wstrząsając mną do głębi duszy, z jego gardła wyrwał się niski, potworny, kruszący ziemię warkot.

To był jego wilk.

Najnowszy rozdział

Łączna liczba rozdziałów: 100

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 2: Rozdział 2: Zapach ukrycia - Ślepe odrzucenie Alfy: Powrót królowej hybrydy | StoriesNook