Lucien opuścił głowę, wpatrując się w porzucony łańcuch. Potem powoli, cal po calu, uniósł wzrok i omiótł spojrzeniem pusty pokój.
Feniksowe oczy, które w porannym świetle wydawały się łagodne, teraz zostały odarte z każdego śladu blasku. Wszystko, co pozostało, to ciemna, lepka czerń, która zdawała się być bezdenna i dusząca.
Kłamczucha. Jaka sprawiedliwość? Jaki prezent? To wszystko fałsz. Zabra






