Oddech Luciena stał się nierówny. W głębi jego oczu błysnął żar. Uniósł dłoń i objął kark Emmy, a jego kciuk delikatnie przesunął się po jej gładkiej skórze.
– W takim razie spróbuję. Będę szybszy.
W jego głosie brzmiała bezradna pobłażliwość.
Rzeczywistość udowodniła jednak jedno.
Pół godziny to było za mało.
– Emmo, przysięgam. Następnym razem postaram się być szybszy.
Lucien spojrzał na Emmę. L






