Rhys potrząsnął głową tak gwałtownie, że omal nie spadł z hokera.
Jego przekrwione oczy wlepiły się w moją dłoń, gdy znów po nią sięgnął.
– Przestań! – warknęłam, odciągając ją. – Nie dotykaj mnie.
Wyglądał tak cholernie żałośnie.
Otworzył usta – żeby przeprosić, może – ale wydukał tylko: – Musiss słusszeć…
Popchnęłam go. Nie mocno.
Ale i tak runął jak worek mokrego prania, osuwając się z krzesła






