Otworzyłam drzwi na szparę, gdy tylko usłyszałam kroki.
Ledwie je uchyliłam, tylko tyle, żeby zobaczyć Franklina pędzącego po schodach, jakby mu się paliło pod tyłkiem.
Nie mogłam odczytać jego wyrazu twarzy. Nie miałam pojęcia, czy dostał to, po co przyszedł, czy Ashton go spławił.
Wyszłam.
Ashton wyszedł z gabinetu w tym samym momencie.
– Sprawdzałeś telefon? – rzuciłam, podchodząc do niego. – N






