Ruszyłam na górę i otworzyłam pierwsze drzwi, jakie napotkałam.
Garderoba.
Półki uginały się od rzeczy. Nie tylko zaopatrzone – wypchane po brzegi.
Sukienki, bluzki, sandały, tuzin różnych par okularów przeciwsłonecznych.
Wszystkie w moim rozmiarze.
Każda rzecz taka, jaką rzeczywiście bym założyła.
Sięgnęłam po jasnozielony T-shirt z wieszaka i wciągnęłam parę białych dresów.
Włosy miałam w nieład






