– Bardzo śmieszne – wymamrotałam. – Po prostu idź spać.
Zgasił lampkę.
Cisza.
Między nami zmieściłoby się trzech dorosłych ludzi.
Każde z nas miało własną kołdrę.
Nawet zmarszczka nie przekroczyła niewidzialnej linii.
Otworzyłam jedno oko.
Ciemność utrudniała widzenie, ale po minucie mój wzrok się przyzwyczaił.
Leżał płasko, z rękami pod poduszką, oddychając powoli i równomiernie.
Wpatrywałam się.






