Konferencyjna sala w hotelu lekko pachniała kawą i odświeżaczem powietrza. Gerard Haldane już tam był, siedział na końcu stołu. Wstał, kiedy weszłam, wyciągnął rękę, a jego polityczny uśmiech był ciepły i dobrze wyćwiczony.
– Panno Vance – powiedział, jakbyśmy znali się od lat. – Daniel mówi mi, że jest pani utalentowaną projektantką. Muszę przyznać, spodziewałem się kogoś… starszego. Proszę, usią






