Ashton przyjeżdżał na ranczo, kiedy tylko mógł, ale szczerze mówiąc, z dnia na dzień coraz bardziej dziecinniał.
Każdego wieczoru, po wniesieniu mnie na górę do sypialni, siadał obok i zaczynał wygłaszać naszym nienarodzonym dzieciom bardzo poważną pogadankę.
Półleżałam, podczas gdy Ashton, lekko pochylony, z jedną ręką opartą o materac na wysokości mojej talii, z twarzą pełną skupienia przemawiał






