– No cóż, z akrobatą wszystko w porządku, ale mamy inny problem – oznajmił Nelson, wracając do swojego biura.
Przestałam piorunować wzrokiem Tallisa i skupiłam uwagę z powrotem na Nelsonie. Stał obok biurka, stukając palcem w stos papierów.
– Co się stało? – zapytał szorstko Tallis.
– Osunęła się ziemia, niedaleko stąd. Jakieś półtora kilometra – powiedział ponuro.
– Osunięcie? Czy ktoś ucierpiał?






