Gdy Raymond zniknął mi z drogi, a moje imię zostało oczyszczone, opuściłam dziedziniec watahy i miejsce procesu, biegnąc prosto do domu watahy, by sprawdzić, co z Warrenem.
– Ciana, nic ci nie jest – powiedział z westchnieniem ulgi. – Zwolnij. Jeszcze raz dziękuję, że po mnie wróciłaś.
– Nie, Warren, to ja powinnam ci dziękować. Tak bardzo mi pomogłeś. Przepraszam, że przez to wszystko przeszedłeś






