Zelena.
Lupus poprowadził mnie w dół z werandy, prosto na polanę. Sznury białych lampionów były rozwieszone z jednej strony polany na drugą, wypełniając przestrzeń pięknym, jarzącym się światłem. Od podnóża schodów aż po samą scenę rozwinięto czerwony dywan, co sprawiło, że poczułam się jak jakaś gwiazda filmowa. Tłum wilkołaków był ogromny. Musiał być dwukrotnie większy niż cała wataha Tri-Moon.






