Whiskey.
Tobias rąbnął o ziemię jak worek gówna. Szarpnięcie pociągnęło mnie za serce. Jakby ten pomarszczony kawałek brązowej wołowiny, który tłukł się w mojej klatce piersiowej, miał nagle ożyć i poczuć coś do tego wielkiego, głupiego olbrzyma. Akurat. Kiedy tylko padł, wojownicy, których wcześniej odprawił, ruszyli na mnie jak jeden mąż. Część z nich zmieniła się w bestie, inni kusili los na lu






