Lucas
Wpadliśmy do publicznej łaźni, dysząc jak po cholernym maratonie. Co, technicznie rzecz biorąc, poniekąd zrobiliśmy. Dziesięć minut nieustannego biegu, kucania za rogami i prawie przewrócenia straganu z owocami… wszystko po to, żeby zgubić wojowników mojego ojca.
Skanuję wzrokiem pomieszczenie, a moja pierś wciąż unosi się gwałtownie. Wygląda na to, że nikt za nami nie podążał. Tylko kilka o






