Kiwam głową, dając Griffinowi znak, by poszedł za mną, i ruszamy korytarzem w stronę mojego gabinetu, zostawiając Harley w bibliotece. Korytarz skąpany jest w ciepłym, przytłumionym świetle górnych lamp, a gdy mijamy kolejne listwy przypodłogowe, ciągną się za nami miękkie cienie. Ściany zdobi oprawiona w ramy sztuka abstrakcyjna – ten rodzaj, który niby niczego nie zdradza, a jednak wciąż intrygu






