Zastygam w bezruchu, z ręką w połowie drogi do kieliszka z winem, gdy słowa Thane’a zawisają w powietrzu między nami. *„Bo gdybyś to zrobiła, musiałbym go zabić”.*
Mrugam, niepewna, czy dobrze usłyszałam, ale w jego głosie nie ma ani cienia fałszu. Spoglądam na niego, unosząc brew, i pozwalam, by na moich ustach zagościł droczący uśmiech. – Nie odważyłbyś się.
Złowieszczy, chrapliwy śmiech przetac






