"Przyszedłeś!" wyszeptuję, przepełniona ekscytacją, ulgą i niemal obłędem ze szczęścia, gdy Jackson śmieje się, podnosi mnie i mocno przytula do piersi.
"Mógłbym się przyzwyczaić do takiego powitania," mruczy, obejmując mnie tak czule, z twarzą tak blisko mojej, że nasze nosy się stykają.
"Nastraszyłeś mnie!" protestuję, na wpół śmiejąc się i na wpół krzycząc, uderzając go raz po raz w pierś obi






