"Wow..." szepczę, pochylając się do przodu, a moja ręka wystrzeliwuje, by dotknąć długiego, smukłego, srebrnego karabinu, który Kapitan wyjmuje z torby i ustawia pionowo, balansując go na dwóch nogach dwójnogu, tak że stoi sam. W ostatniej chwili cofam rękę, niepewna, czy powinnam.
"Śmiało," mówi kapitan, a ja podnoszę wzrok na jego twarz i widzę na niej dumny uśmiech. "Zamówiłem go dla ciebie ok






