Następne, co pamiętam, to urwisko, na którym stoimy z Jacksonem, a on, z drapieżnym warknięciem, przyciąga mnie do siebie, wywołując zaskakujący śmiech, który szybko gasi pocałunkiem – takim prawdziwym, długim, głębokim, od którego nogi się uginają, a ja szybko zaczynam być zdesperowana, mocno przyciskam się do niego i owijam ramiona wokół jego szyi.
Głęboki pomruk, narastający w piersi Jacksona,






