Pisnęłam cicho – tylko troszeczkę – z podekscytowania, kiedy obudziłam się rano. Przycisnęłam dłonie do piersi Jacksona, podniosłam się i spojrzałam przez wciąż otwartą zasłonę na łóżko Rafa i Jessego.
– Już? – zapytałam radośnie. – Możemy jechać? Broń przyszła? Przywieźli moją strzelbę paintballową?
– Nie, Ariel, to nie Midwinter dla świrów z bronią – wymamrotał Rafe w swoim łóżku, przecierając z






