– Ari – szepcze Jesse, równie oniemiały, powoli zabierając palce.
– Nie – warczę, odchylając się, chcąc utrzymać kontakt. – Patrz.
Unoszę podbródek ku niebu, gdzie przez unoszący się dym widzimy nadlatujące kolejne helikoptery. Cztery.
Rafe spogląda na mnie, a potem dotyka radia przy uchu, przekazując naszemu ojcu w bazie informacje o ataku. Nie spuszczam wzroku ze zbliżających się sił Atalaxian,






