Pozwalam sobie na maleńki uśmiech, gdy moje oczy wędrują po napiętej twarzy Eliasa. Utrzymuje moje spojrzenie, zdeterminowany i przestraszony, i nagle dochodzę do wniosku, że jest… albo doskonałym aktorem, albo bardzo, bardzo szczery.
– Nic mu nie jest – szepczę, cicho kiwając głową w stronę tego atalaksjańskiego księcia. Natychmiast napięcie opuszcza jego ramiona i wypuszcza długi oddech. – Nic m






