Jackson warczy mi prosto w twarz, ale nie cofam się ani o cal, zupełnie się nie bojąc. Bo nawet jeśli strach i gniew falują w nim na to potwierdzenie, wiem, że nic z tego nie jest skierowane do mnie. Do mojej babci, być może – ale nie do mnie.
– Hej – szepczę, podnosząc rękę i przykładając dłoń do jego policzka. – Ten? Ten głupi partner? Nienawidzę go.
Jackson wpatruje się we mnie przez długą chwi






